HISTORIE KLIENTÓW - Pan Leszek

Wszystkie opinie dostępne na stronie internetowej 4Life Direct są autentycznymi wypowiedziami naszych Klientów. Ze względu na ochronę danych osobowych nie podajemy nazwisk Klientów, jednak oryginalne nagrania ich wypowiedzi dostępne są do wglądu w siedzibie 4Life Direct.

Pan Leszek

Pan Leszek i jego żona byli małżeństwem od czterdziestu pięciu lat. Byli parą bardzo zgodną, wspólnie podejmowali ważne decyzje oraz ustalali domowe wydatki. Głównym organizatorem życia rodzinnego była żona Pana Leszka, to ona była pomysłodawcą większości aktywności, których podejmowała się rodzina. To właśnie z jej inicjatywy małżeństwo postanowiło wykupić pierwszą polisę na życie w 4Life Direct. Opinie ich znajomych o tym ubezpieczeniu były pozotywn, dlatego po krótkiej rozmowie dotyczącej ubezpieczenia para jednomyślnie ustaliła, że jest to dobra forma zabezpieczenia najbliższych, zwłaszcza że ich rodzina nigdy nie należała do wyjątkowo zamożnych. Najpierw ubezpieczona została mama Pana Leszka, która od dłuższego czasu chorowała, później ubezpieczenie wykupił również Pan Leszek i jego żona.

Spore wydatki

Po śmierci mamy małżeństwo postanowiło kontynuować swoje ubezpieczenie na życie. Zadecydowały o tym w głównej mierze koszty związane z pochówkiem: „Okazało się, że te koszty, te wydatki, szczególnie pochowania na Brudnie, były dość spore, pomimo tego, że to było załatwiane przez zakład pogrzebowy, ale były spore wydatki. No i w końcu, dalej kontynuowaliśmy tą polisę”. Na taką decyzję miał również wpływ przystępne cenowo składki oferowane w polisie: „Ten wydatek, który się ponosi w ciągu miesiąca,  on nie jest tak znaczący w świetle tego  kiedy człowieka zaskakuje pewna sytuacja, bo przecież nie znamy dnia ani godziny, i zaskakuje pewna sytuacja, w której trzeba szybko po prostu załatwić sprawy, jeśli chodzi o sprawy te pogrzebowe. Wtedy nie można czekać, w związku z tym lepiej być ubezpieczonym, niż zapożyczać się i brać kredyty”.

Niepokojący kaszel

Choroba żony Pana Leszka była zaskoczeniem dla całej rodziny, nikt nie spodziewał się, że kaszel, który męczył ją od dłuższego czasu przyniesie tak smutną diagnozę. Na początku choroby lekarze bagatelizowali sprawę twierdząc, że jest to tylko przeziębienie lub zapalenie dróg oddechowych. Leczenie antybiotykami nie przynosiło oczekiwanych rezultatów, zaś wyniki prześwietlenia nie wykazywały żadnych niepokojących zmian. Dopiero trzecie badanie RTG pozwoliło lekarzom na postawienie wstrząsającej diagnozy – u żony Pana Leszka wykryty został nowotwór płuc. „Żona musiała się wtedy zgłosić do Otwocka, tam zrobiono jej specjalistyczne badania, no i niestety potwierdziło to diagnozę, że jest to nowotwór płuc. I to ten nowotwór nieoperowalny”. Pierwsze cykl chemioterapii przyniósł zadowalające efekty. Niestety po krótkim czasie dały o sobie znać efekty uboczne leczenia. Po kolejnych seriach chemioterapii u żony Pana Leszka została stwierdzona niedokrwistość, z którą związana była konieczność przeprowadzenia transfuzji krwi. Kolejny termin chemioterapii został ustalony na 7 stycznia 2013 roku.

Nieprzygotowana karetka

1 stycznia 2013 żona Pana Leszka bardzo źle się poczuła. Rodzina zdecydowała się na wezwanie karetki: „Gdy karetka przyjechała okazało się, że był w niej tylko był pielęgniarz i pielęgniarka, która miała zepsutą słuchawkę i w zasadzie nic nie mogła zrobić, bo już z progu mówiła, że ani do zastrzyków nie jest przygotowana, ani w ogóle nie jest przygotowana, ona tylko odwozi pacjentów do szpitala. I dopiero na następny dzień wezwaliśmy karetkę, ale z pełną obsadą i na miejscu był już lekarz, z pełną obsadą”. Tego dnia żona Pana Leszka została zabrana do szpitala. Czekaliśmy tam dwie godziny, po dwóch godzinach poproszona nas, lekarz zaczął mówić: proszę pana, wyniki badań były takie, że tej krwi tam nie było. Potem dopiero powiedziano mi, że żona nie żyje, to był dla mnie szok. Żona zmarła, i to właśnie na taką niedokrwistość. Ten szpik kostny został najprawdopodobniej zaatakowany i właściwie już nie produkował żadnych ciałek, ani białych ani czerwonych.

Wsparcie najbliższych

Na szczęście w trudnych chwilach Pan Leszek mógł liczyć na wsparcie przyjaciół i syna. Rozmowy z najbliższymi uświadomiły mu, że to tragiczne wydarzenie związane jest również z koniecznością załatwienia określonych formalności. Na szczęście Pan Leszek mógł liczyć na pomoc syna.  Nadal jeszcze błąkałem się i wtedy syn zaczął załatwiać część tych spraw - w zakładzie pogrzebowym, z cmentarzem i miejscem pochówku. Właściwie to przez dłuższy okres czasu nie mogłem dojść do siebie, do takiej równowagi. Wsparcie najbliższych, choć tak cenne i ważne, nie było jednak w stanie zrekompensować utraty ukochanej żony:  Brak bliskiej osoby jest dużym przeżyciem, powstaje dziura, którą nie da się załatać i robi się ona z dnia na dzień.  Przez ten dłuższy okres wszystko mnie przybijało, te wspomnienia, porządkowanie mieszkania… sprzątanie, układanie, segregowanie. Wszystko było wspomnieniem.

Uszanowanie i życzliwość

W trakcie załatwiania formalności Pan Leszek przypomniał sobie o posiadanej polisie na życie: Zadzwoniłem do 4Life i tam wtedy bardzo, bardzo życzliwie powiedziano mi: tak, oczywiście, nie ma sprawy. Nie było żadnych problemów. Dla mnie najważniejszą rzeczą jest uszanowanie i życzliwość tych ludzi w stosunku do tego, który to załatwia, bo te przeżycia, które człowiek ma w sobie powodują, że i tak już jest przygnębiony. Natomiast właśnie życzliwość i sposób rozmowy daje tą pewność, że się człowiek jest w rękach fachowców. Sprawa była prostsza niż nam by się wydawało. Była to w zasadzie, można powiedzieć, formalność. Wybierając firmę ubezpieczeniową Pan Leszek kierował się w głównej mierze poczuciem zaufania: Uważam, że  powinno wybierać się firmę, która w wyniku opinii innych ubezpieczonych jest widziana jako dobra i zaufana. My nabraliśmy takiego zaufania do 4Life Direct i dlatego nadal kontynuuje ubezpieczenie w tej firmie.

 

Chcesz przeczytać więcej historii Klientów 4Life Direct? Opinie znajdziesz na: www.4lifedirect.pl/pl-PL/testimonials/o_nas/opinie_klientow